Niewidzialna wystawa to miejsce niezwykłe. U całkiem zdrowych osób przejście przez całkowicie zaciemnione pomieszczenia budzi obawy a co dopiero gdy mamy pod opieką nadwrażliwego autystę.

Dlatego długo wahaliśmy się czy tam pójść. Ale po wyprawie samolotem zrozumieliśmy, że często nie doceniamy potencjału ukrytego w naszych dzieciakach i że warto spróbować!
Nie mówimy, że było łatwo ale daliśmy radę. Przygoda była i dla naszych autystów i ich opiekunów. Trzeba przyznać, że godzina spędzona bez możliwości używania wzroku uczy pokory i daje dużo do myślenia.
Oprowadzający nas, przewodnicy wykazali się wyrozumiałością i elastycznością przydatną w kontaktach z nami nieco częściej niż zwykle. Jesteśmy bardzo wdzięczni za tak wspaniałe przyjęcie. Byliśmy podzieleni na trzy grupy, więc w poczekalni trenowaliśmy chodzenie z laską, układanie puzzli, grę w warcaby i chińczyka bez patrzenia, rozpoznawanie kształtów oraz cierpliwość.

Niestety również cierpliwość osób pracujących w recepcji – bardzo przepraszamy! Co złego to nie my! No może z wyjątkiem tego odłączonego monitora… tak było – po naszej wizycie już każdy mógł potrenować obsługę komputera bez używania monitora 😉
No dobrze – każdemu może się zdarzyć. Szczególnie gdy dwudziestka ludzi eksploruje tak niewielką przestrzeń. Tak, czy inaczej możemy z czystym sumieniem polecić to miejsce jako otwarte na inność i wyrozumiałe.
Nie zdradzimy Wam co kryje w sobie wystawa – zdjęcia pokazują co można zobaczyć przed i po zwiedzaniu głównej części.
Na wystawie możecie, też nauczyć że rozmawiając z niewidomymi używa się zwykłych określeń, nie udziwnionych. Można powiedzieć im na odchodne „do widzenia”, bo przecież nie „do pomacania” ;).


















