Czy autyści dadzą radę przejechać rowerem kilkadziesiąt kilometrów?
Czy się nie znudzą? Przekonają się do wysiłku? Czy ma sens zabieranie ich w długą trasę? Dadzą radę bezpiecznie jechać publicznymi drogami?

W piękny wrześniowy weekend zebraliśmy grupę chętnych aby to sprawdzić na rowerach. Rodziny z autystami: rodzice, rodzeństwo i przyjaciele z Fundacji BGK. Grupa blisko 20 osób!
W organizacji rajdu rowerowego wsparł nas niezawodny Karol Kucharski z Biura Turystyki Aktywnej „Odkryj Zapilcze” i dostarczył rowery dla tych, którzy nie mieli możliwości przywieźć własnego sprzętu. Ten pasjonat turystyki, historyk i znawca okolic Puszczy Stromieckiej podjął się być naszym przewodnikiem i opiekunem w trakcie dwudniowej wyprawy.
Aktywność na rowerze – jedno z lepszych doznań ludzi z ASD.
Często dzieci z autystycznego spektrum mają problem z wykonywaniem dłuższy czas jednej czynności. Czasem wręcz przeciwnie, robią godzinami coś, co neurotypowym wydaje się absurdalne. Jak to jest z rowerami? Wiele badań i doświadczenie nasze i naszych znajomych wskazuje, że jazda na rowerze wywiera na dzieciakach absolutnie zbawienny wpływ. Powtarzalna czynność, rytm, jednostajny szum kół sprawiają im najczęściej wielką przyjemność i dają odprężenie.
Przekonaliśmy się, że nasi podopieczni niezwykle się wyciszają. Nadaktywne, niemilknące „urwisy” oraz dzieci, które odmawiają większego wysiłku, nagle potrafią przez cały dzień pedałować w skupieniu. Leniwie mijana okolica, rytmiczny, obrotowy ruch pedałów, bodźce nadchodzące i opływające ich, by zniknąć za plecami. Okazuje się też, że regularne jeżdżenie pozytywnie wpływa na rozwój i funkcjonowanie autystów w wielu aspektach. Możecie przeczytać na ten temat w WeLoveCycling.
Dwa dni w drodze, ciekawe miejsca i przejechane niemal 70 kilometrów.

Pan Karol wytyczył nam zróżnicowaną, bezpieczną trasę. Wiodła ona przez interesujące, historyczne miejsca na Zapilczu, terenach położonych na prawym brzegu Pilicy pomiędzy Warką a Białobrzegami. Większość czasu jechaliśmy bocznymi asfaltowymi drogami o niewielkim natężeniu ruchu. Tylko kawałek musieliśmy przejechać nieco bardziej ruchliwą jezdnią w samym Grabowie. Zdarzało nam się pokonywać kilkukilometrowe, szutrowe fragmenty leśnych dróg, a całkiem nieutwardzone fragmenty były krótkie i nie sprawiły większych kłopotów.
Okazało się, że nasze dzieciaki świetnie słuchały poleceń i pilnowały jazdy blisko prawej krawędzi jezdni. Żadnych większych niespodzianek, potencjalnie niebezpiecznych sytuacji. Nawet gdy trzeba było prowadzić rower
Mniej więcej co godzina docieraliśmy do kolejnych miejsc, których historię i znaczenie ciekawie i z wielką swadą objaśniał nam nasz przewodnik. Przebyliśmy spory kawałek wiejską drogą, która okazała się pozostałościami głównego gościńca łączącego niegdyś Warszawę i Kraków. Odwiedziliśmy groby powstańców na cmentarzu w Stromcu, miejsca związane z Kazimierzem Pułaskim oraz innymi osobistościami ważnymi dla regionu. Każdą Pan Karol potrafił interesująco, często zabawnie opisać.

Fantastyczną przerwą okazała się wizyta w Prywatnym Muzeum Techniki Wojskowej w Podlesiu Dużym. Właściciel, absolutnie pozytywnie zakręcony pasjonat, pokazał i opowiedział nam mnóstwo ciekawostek na temat swoich zbiorów. Fani czołgów mogli być zachwyceni, choć w muzeum nie ma ani jednego kompletnego pojazdu! Za to można obejrzeć ich wnętrza i części.
W ciągu dwóch dni mijaliśmy przeróżne krajobrazy, mazowieckie równiny, puszczę, brzegi Pilicy. Nikt nie narzekał na nudę.
Ognisko i relaks pod murami… kościoła.
To nie żart! Na nocleg wybraliśmy wygodne, przyzwoicie wyposażone domki w Ośrodku „EMAUS” w Turnie koło Białobrzegów. To jedno z lepszych i stosunkowo niedrogich miejsc w okolicy. Zapewniliśmy naszej grupie ciepłą obiadokolację i solidne śniadanie w miejscowej jadalni. Na dodatek na terenie ośrodka młodsze dzieciaki znajdą rozrywkę w postaci wybiegów z kózkami i osiołkiem. Namolne zwierzaki dopraszają się dokarmiania przygotowanym obok siankiem. Po zmroku pracownicy ośrodka przygotowali nam ognisko i zapewnili mnóstwo kiełbasek do upieczenia i dodatków. Rano, przed wyjazdem poleniuchowaliśmy sobie nad brzegiem rzeki. Ośrodek jest usytuowany na linii brzegowej Pilicy, na skarpie z malowniczym widokiem. Wypoczęliśmy naprawdę przyzwoicie i bez problemu wsiadaliśmy na rowery drugiego dnia.
Cudownie! Wszystko było super? A co, jeśli moje dziecko nie jeździ na rowerze?
Czego zdecydowanie nie polecamy? Trójkołowców, rowerów Cargo! Warto też uważać na tandemy i rowery na drążku holowniczym.

Mieliśmy doświadczenie z rowerem rehabilitacyjnym – trójkołowym. Duże, trójkołowe rowery są świetne jeśli dziecko umie pedałować, ale nie może, lub boi się łapać równowagę. Taki rower zapewnia stabilność. Jednak nie sprawdził się w czasie dłuższej jazdy, po zróżnicowanym terenie.
Czemu?
- Nie miał biegów. Trudno było ruszać i przyspieszyć do tempa reszty grupy
- Bardzo trudno było jechać pod górę lub po piasku
- Na dawał możliwości odpoczynku na jałowym biegu, przy zjeździe z górki – trzy koła i duża masa bardzo szybko wyhamowują pojazd
- Znacznie trudniej było manewrować i mieścić się na wąskich dróżkach
Po wjechaniu na szuter zaczęła się już mała tragedia, a po drogach nieutwardzonych trzeba było trójkołowca ciągnąć, czasem wręcz nieść.
Naszej grupie przez całą drogę towarzyszył, w pewnym oddaleniu, „wóz techniczny”. I w ostateczności zabrał dzielnego Marcina i do bagażnika jego trójkołowy wehikuł.
To był bardzo dobry pomysł. Samochód wiózł dodatkowy prowiant, wodę, bagaże, apteczkę. Auto przydało się też, gdy trzeba było z ośrodka wyskoczyć po zakupy do pobliskiego sklepu. Cóż, jedno z nas musiało zrezygnować z przyjemności jazdy na rowerze, ale musieliśmy zadbać o bezpieczeństwo i wygodę naszej grupy.
































