Pytam czasem siebie i innych rodziców osób z niepełnosprawnościami – czy planuję, czy planujecie dorosłość Waszych dzieci? Jaka ona ma być?
Czy dziecku z niepełnosprawnością ktoś czasem zada pytanie:
– a ty kim będziesz, jak dorośniesz?
To było dla mnie jak cios w splot słoneczny, gdy takie pytanie padło na konferencji PSONI…
Szczytem planów dla naszego dziecka jest jak najdłużej móc zostać w szkole. Nikt nigdy nie rozmawiał ze mną o dorosłości mojego syna. On nawet miał zajęcia z doradcą zawodowym w podstawówce. Ten człowiek nigdy się do mnie nie odezwał, choć pytałam wychowawczynię – czy ktoś może mi powiedzieć jaki zawód mógłby wykonywać mój syn?
I teraz w dorosłość startuje człowiek, który nic nie wie o sobie, swoich mocnych stronach, wymaganiach, jakie stawia dorosłym świat.
Pracuję z takimi jak on ludźmi, pytam ich:
— jak myślisz, kto jest odpowiedzialny za to, czy przychodzisz do pracy na czas.
— nooo, moja szefowa?
— nie, to ty jesteś odpowiedzialny za to, czy jesteś tu na czas. Nikt nie usprawiedliwia nieobecnych godzin w pracy. Możemy rozumieć, że spóźniłeś się z niezależnego od ciebie powodu, ale wtedy musisz zostać w pracy dłużej. Pracę trzeba wykonać…
Czy ktoś uczy nasze dzieci, co to znaczy odpowiedzialność za wykonaną pracę? Czy one wiedzą, jak wykonuje się swoje obowiązki? Czy umieją poznać, czy ich praca ma wartość dla innych?
Codziennie myślę, czy praca naszych NI i ASD ma sens, czy będzie pożyteczna dla innych. Najważniejsze jest dla mnie, by pracodawca miał pożytek z takiego człowieka. Nie chodzi o to, by zatrudnić go z dobroci serca, bo przecież bez tego on tylko siedzi w domu. Praca ma przynosić korzyści firmie, jaka zatrudnia.
Kiedy pytam – jak myślisz, czy dobrze pracujesz?
Odpowiada – tak, ja bardzo dobrze pracuję – ale na myśli ma tylko to, że jemu się dobrze pracuje.

